„Cyberiada” Stanisław Lem – e-book

„Cyberiada” Stanisław Lem – e-book
9/93.33%/4.67

cyberiada_appleKonstruktorzy Trurl i Klapaucjusz rywalizują ze sobą, tworząc inne roboty, maszyny, cywilizacje a nawet całe światy. Potrafią wszystko, lecz to i tak bardzo niewiele. Na siłę uszczęśliwiany przez nich kosmos zaskakująco przypomina ludzką rzeczywistość: spotkamy w nim tyranów, mieszkańców wierzących w przesądy i banialuki,  żądnych władzy krętaczy i naiwnych społecznych meliorystów.  Aby łatwiej było pogodzić się z gorzką prawdą o daremnym poszukiwaniu szczęścia za pomocą coraz wymyślniejszych technologii, robocie opowiastki filozoficzne Lem osłodził typowym dla siebie, absurdalnym i wyrafinowanym humorem. Niezwykłym walorem „Cyberiady” pozostaje jej język: to tutaj pojawiają się elektrycerze i cyberchanioły. Wydanie pełne (450 stron druku) wraz z opowiadaniami „Jak ocalał świat”, „Wielkie lanie” oraz „Maszyną Trurla”, ozdobione ponad 40 rycinami Daniela Mroza. Lektura obowiązkowa!


Oryginalny stop baśniowej narracji i schematów fabularnych z przyszłościową techniką stoi u zarania Cyberiady – zbioru opowieści z kosmosu zamieszkanego przez roboty. Dla robotów ludzie to stwory budzące zgrozę, a w miejsce biologicznego rozrodu zjawia się inżynieria, której mistrzami są dwaj bohaterowie książki: Trurl i Klapaucjusz.

Odwrotnie jak w opowiadaniach o Pirxie, będących apoteozą ludzkiego wymiaru istnienia – Cyberiada sławi świat istot będących produktem nie natury i jej swoistych prawideł, ale projektowania i perfekcyjnego konstruktorstwa. Na pozór królestwa robotów niczym istotnym nie różnią się od państw baśniowych władców, którzy walczą o panowanie i pieniądze, obawiają się spisków, od swych dworaków żądają rozrywek, a od mędrców – spełniania wymyślnych życzeń. Ale jeśli w baśniach ludzkich zwyciężały mocniejsze czary i dzielność bohaterów, to w państwie robotów sukces zapewnia bardziej pomysłowa inżynieria i wyobraźnia obejmująca szerszą gamę współdziałających czynników.

W istocie roboty nie są przeciwieństwem ludzi, tylko realizacją pewnego wariantu ich natury. Człowiek od zarania swgo czasu próbuje przecież wyzwolić się od zależności, pokonać naturę i narzucić swemu światu własne warunki. Wymaga to odwagi i determinacji, ale prowadzi też bardzo często do nadużyć, nadmiernej wiary w to, że świat uda się podporządkować narzucanym mu regułom; więcej – że konstruktor z pomocą swego kunsztu będzie umiał uczynić człowieka szczęśliwym, uwolnić go od cierpień, dać poczucie wielorakiego spełnienia. Tym właśnie zajmują się władcy i konstruktorzy z Cyberiady. Autor różnie tu postępuje i rozmaicie rozdaje role: raz inżynierska pycha „do złego przywodzi” wiecznie rywalizujących ze sobą Trurla i Klapaucjusza, innym razem to władcy wynajmujący konstruktorów przekraczają miarę chciwości, zbrodni lub tylko – naiwnej wiary w swoją omnipotencję. Prowadzi to do niesłychanie zabawnych wydarzeń i Cyberiada byłaby przede wszystkim literackim misterium buffo, gdyby nie wnioski serio, jakie wysnuć można z fantastycznych przygód bohaterów: przestroga przed brakiem umiaru, etyki i zbytnią wiarą we wszechmoc inżynierii.


Informacja o książce

Stanisław Lem
„Cyberiada”
© Copyright by Barbara i Tomasz Lem, 2012
ilustracje: Daniel Mróz © Copyright by Łucja Mróz-Raynoch
projekt okładki: Anna Maria Suchodolska
© Copyright for this edition: Pro Auctore Wojciech Zemek
ISBN 978-83-63471-03-3
Kraków, 2012
Wszelkie prawa zastrzeżone


SPIS TREŚCI

Z DZIEŁA CYFROTIKON, CZYLI O DEWIJACYACH, SUPERFIKSACYACH A WARYJACYACH SERDECZNYCH

  • O królewiczu Ferrycym i królewnie Krystali

Jak ocalał świat
Maszyna Trurla
Wielkie lanie

SIEDEM WYPRAW TRURLA I KLAPAUCJUSZA

  • Wyprawa pierwsza, czyli pułapka Gargancjana
  • Wyprawa pierwsza A, czyli Eektrybałt Trurla
  • Wyprawa druga, czyli oferta króla Okrucyusza
  • Wprawa trzecia, czyli smoki prawdopodobieństwa
  • Wyprawa czwarta, czyli o tym, jak Trurl kobietron zastosował, królewicza Pantarktyka od mąk miłosnych chcąc zbawić, i jak potem do użycia dzieciomiotu przyszło
  • Wyprawa piąta, czyli o figlach króla Baleryona
  • Wyprawa piąta A, czyli konsultacja Trurla
  • Wyprawa szósta, czyli jak Trurl i Klapaucjusz demona drugiego rodzaju stworzyli, aby zbójcę Gębona pokonać
  • Wyprawa siódma, czyli o tym, jak własna doskonałość Trurla do złego przywiodła

Bajka o trzech maszynach opowiadających króla Genialona
Altruizyna czyli opowieść prawdziwa o tym, jak pustelnik Dobrycy kosmos uszczęśliwić zapragnął i co z tego wynikło
Kobyszczę
Edukacja Cyfrania
Opowieść pierwszego odmrożeńca
Opowieść drugiego odmrożeńca
Powtórka

FRAGMENT

O KRÓLEWICZU FERRYCYM I KRÓLEWNIE KRYSTALI

Król Panceryk miał córkę, której piękno przewyższało blask klejnotów koronnych; ognie, odbijające się od jej lic lustrzanych, zaćmiewały umysł i oczy, a kiedy przechodziła, to nawet ze zwyczajnego żelaza sypały się iskry elektryczne; wieść o niej sięgała najdalszych gwiazd. Usłyszał o niej Ferrycy, następca tronu jonidzkiego, i zapragnął połączyć się z nią na wieki, tak aby ich wejść i wyjść nic już nie mogło rozdzielić. Gdy wyjawił to swemu rodzicowi, ów wielce się zasmucił i rzekł:

– Synu mój, zaiste szalony powziąłeś zamiar, nie spełni się on nigdy!

– Dlaczego, królu i panie? – spytał Ferrycy, zatrwożony tymi słowami.

– Czy nie wiesz o tym – rzekł król – że królewna Krystala ślubowała nie połączyć się z nikim innym, jak tylko z bladawcem?

– Bladawiec! – zawołał Ferrycy. – A cóż to mi takiego? Nie słyszałem jeszcze o takiej istocie!

– W tym właśnie twoja niewinność, synu – odparł król. – Wiedz, że ta rasa Galaktyki zrodziła się w sposób tyleż tajemny, co wszeteczny, a to kiedy doszło do ogólnego nadpsucia ciał niebieskich; powstały w nich wówczas opary i odwary mokro-zimne i z nich ulągł się ród bladawców, ale nie od razu. Najpierw byli pleśnieniem i pełzaniem, potem przelali się z oceanu na ląd, żyjąc z wzajemnego się pożerania; a im więcej się pożerali, tym więcej ich było, nareszcie wyprostowali się, pozawieszawszy lepką treść swą na wapiennych rusztowaniach, i pobudowali maszyny. Z tych pramaszyn powstały maszyny rozumne, które spłodziły maszyny mądre, które wymyśliły maszyny doskonałe; albowiem zarówno atom, jak i Galaktyka są maszyną, i nie ma nic oprócz maszyny, która jest wieczna!

– Amen! – odparł Ferrycy machinalnie, była to bowiem zwykła formułka religijna.

– Ród bladawców-zakalcytów wzbił się wreszcie na maszynach w niebo – ciągnął sędziwy król – poniewierając szlachetne metale, znęcając się nad słodką elektrycznością i deprawując energię jądrową. Wszelako stało się, że wypełniła się miara ich występków, co pojął dogłębnie i wszechstronnie praojciec rodu naszego, wielki Kalkulator Genetoforius; tedy jął przedkładać owym śliskim tyranom, jak bardzo haniebne jest ich postępowanie, gdy brukają niewinność mądrości krystalicznej, zaprzęgając ją do swych nikczemnych zadań, kiedy niewolą maszyny gwoli swym chuciom – lecz nie znalazł posłuchu. On im mówił o etyce, a oni mówili, że jest źle zaprogramowany. Wówczas praojciec nasz stworzył algorytm elektrowcielenia i w wielkim trudzie spłodził nasze plemię, wywiódłszy tym obrotem rzeczy maszyny z domu niewoli bladawczej. Rozumiesz przeto, synu, że nie ma zgody ani związku między nami a nimi; my działamy, dźwięcząc, iskrząc i promieniując, a oni bełkocąc, pluszcząc i zanieczyszczając. Wszelako nawet u nas zdarza się szaleństwo; weszło ono za młodu w umysł Krystali i zaciemniło jej rozeznanie między dobrem a złem. Odtąd każdego, kto ubiega się o jej dłoń promieniotwórczą, nie dopuszcza przed swoje oblicze, chyba że powiada się bladawcem. Takiego przyjmuje w pałacu, który podarował jej rodzic, król Aurancjusz, i bada prawdę jego słów, a jeśli wykryje kłamstwo, każe ściąć zalotnika. Przyziemie jej pałacu otaczają stosy pogruchotanych szczątków, których sam widok przyprawić może o zwarcie z niebytem, tak okrutnie poczyna sobie ta szalona ze śmiałkami, którzy o niej marzą. Poniechaj tedy swej myśli, synu, i odejdź w pokoju.

Królewicz oddał należny pokłon swemu panu i ojcu, za czym oddalił się, milcząc, lecz myśl o Krystali nie opuściła go i im dłużej o niej myślał, tym bardziej jej pragnął. Pewnego dnia wezwał do siebie Polifazego, który był Wielkim Strojczym Koronnym, i ukazawszy mu żar swego serca, rzekł:

– Mędrcze! Jeśli ty mi nie pomożesz, nie uczyni tego nikt, a wówczas policzone są moje dni, bo nie raduje mnie już ani blask emisji podczerwonych, ani ultrafiolet baletów kosmicznych, i zginę, jeśli się nie sprzęgnę z cudną Krystalą!

– Królewiczu – odparł Polifazy – nie odmówię twemu żądaniu, ale musisz je wymówić po trzykroć, abym wiedział, że taka jest twoja niezłomna wola.

Ferrycy powtórzył swe słowa trzy razy, a Polifazy rzekł wtedy:

– Panie mój, nie ma innego sposobu, aby stanąć przed królewną, jak tylko w przebraniu bladawca!

– Więc uczyń tak, abym był jak on! – zawołał Ferrycy. Polifazy, widząc, że miłość oślepiła rozum młodzieńca, uderzył przed nim czołem i udał się do swego laboratorium, gdzie jął przyrządzać i warzyć kleje kleiste i ciecze ciekliwe. Potem posłał sługę do pałacu królewskiego, mówiąc mu:

– Niech królewicz przyjdzie do mnie, jeśli nie odmienił się jego zamiar.

Image

Ferrycy przybieżał natychmiast. Mędrzec Polifazy namazał jego hartowne ciało błotem i spytał:

– Mamże dalej tak czynić, o, królewiczu?

– Czyń swoje! – rzekł mu Ferrycy.

Wziął wówczas mędrzec wielki gnieciuch, a był to osad olejowych nieczystości, kurzu zastałego i lepkich smarów, dobyty z wnętrzności najstarszych maszyn, i zanieczyścił nim pierś sklepioną królewicza, i oblepiał paskudnie jego twarz błyszczącą i jego czoło lśniące, a czynił to tak długo, aż wszystkie członki przestały wydawać miły dźwięk i stały się podobne do wysychającej kałuży. Wówczas wziął mędrzec kredy, roztłukł ją, zmieszał z rubinem sproszkowanym i z żółtym olejem i uczynił z niej drugiego gnieciucha; za czym oblepiał Ferrycego od stóp do głów, przydając jego oczom obmierzłej wilgotności, i uczynił jego tors poduszkowatym, bomblastymi policzki, i przyprawił mu uczynione z kredowego ciasta wisiorki i frędzelki tu i tam, na koniec zaś umocował na jego głowie rycerskiej kępę włosia koloru zjadliwej rdzy i poprowadziwszy go przed srebrne zwierciadło, powiedział:

– Patrz!

Spojrzał w taflę Ferrycy i zadrżał, zobaczył w niej bowiem nie siebie, lecz zmorę-potworę, jakby wykapanego bladawca, o spojrzeniu zawilgłym jak stara pajęczyna na deszczu, obwisłego tu i tam, z rdzawym kłakiem na głowie, ciastowatego i przyprawiającego o mdłości; a kiedy poruszył się, ciało jego trząsło się jak zjełczała galareta, aż zawołał, drżąc z obrzydzenia:

– Mędrcze, czyś oszalał? Zedrzyj ze mnie natychmiast błoto spodnie – ciemne i wierzchnie – blade, jak również ów rdzawy porost, jakim skalałeś moją dzwonną głowę, albowiem znienawidzi mnie królewna na wieki, jeśli zobaczy mnie w tak hańbiącej postaci!

– Mylisz się, królewiczu – odparł Polifazy. – Na tym właśnie zasadza się jej szaleństwo, że ohyda widzi się jej pięknością, a piękność – ohydą. Tylko w tej postaci możesz ujrzeć Krystalę…