„Maszyna Trurla” Stanisław Lem – bezpłatny minibook

„Maszyna Trurla” Stanisław Lem – bezpłatny minibook
2/80%/4

Maszyna TrurlaKonstruktor Trurl zbudował raz ośmiopiętrową maszynę rozumną, która była święcie przekonana, że dwa razy dwa równa się siedem. Ku niekłamanej uciesze przyjaciela Klapaucjusza, maszyna, głucha na wszelkie argumenty, stanowczo upiera się przy tych wyliczeniach. Sytuacja staje się jednak dramatyczna, kiedy elektromózg postanawia ręcznie udowodnić swoje działania.

Opowiadanie „Maszyna Trurla” pochodzi z książki „Cyberiada”


Maszyna Trurla

Konstruktor Trurl zbudował raz ośmiopiętrową maszynę rozumną, którą, kiedy skończył najważniejszą pracę, pociągnął najpierw białym lakierem; potem narożniki pomalował liliowo, przypatrzył się z daleka i dorobił jeszcze mały deseń na froncie, a tam, gdzie można sobie było wyobrazić jej czoło, położył lekki pomarańczowy rzucik i, bardzo zadowolony z siebie, pogwizdując od niechcenia, niejako z czczego obowiązku, rzucił sakramentalne pytanie, ile jest dwa razy dwa?

Maszyna ruszyła. Najpierw zapaliły się jej lampy, zajaśniały obwody, zahuczały prądy jak wodospady, zagrały sprzężenia, potem rozżarzyły się cewki, zawirowało w niej, rozłomotało się, zadudniło i tak szedł na całą równinę hałas, aż Trurl pomyślał, że trzeba będzie sporządzić jej specjalny tłumik myślowy. Tymczasem maszyna wciąż pracowała, jakby przychodziło jej rozstrzygać najtrudniejszy problem w całym Kosmosie; ziemia dygotała, piasek usuwał się spod stóp od wibracji, bezpieczniki strzelały jak korki z flaszek, a przekaźniki aż nadrywały się z wysiłku. Nareszcie, kiedy Trurla porządnie już zniesmaczył taki rwetes, maszyna zahamowała gwałtownie i rzekła gromowym głosem: SIEDEM!

– No no, moja droga! – rzekł od niechcenia Trurl. – Nic podobnego, jest cztery, bądź tak dobra, popraw się! Ile jest dwa a dwa? – SIEDEM! – odparła maszyna niezwłocznie. Chcąc nie chcąc, Trurl – westchnąwszy – nałożył roboczy fartuch, który był już zdjął, zakasał wysoko rękawy, otworzył spodnią klapę i wlazł do środka. Nie wychodził z niej długo, słychać było, jak wali młotem, jak odkręca coś, spawa, lutuje, jak wbiega, dudniąc po blaszanych stopniach, raz na szóste piętro, raz na ósme, i zaraz w te pędy gna na dół. Puścił prąd, aż zaskwierczało w środku i fioletowe wąsy wyrosły iskiernikom. Mozolił się tak dwie godziny, aż wyszedł na świeże powietrze zakopcony, lecz zadowolony, złożył wszystkie narzędzia, rzucił fartuch na ziemię, wytarł twarz i ręce, i już na odchodnym, ot, tak, dla świętego spokoju, spytał:

– Ileż to jest: dwa a dwa?

– SIEDEM! – odparła maszyna.

Trurl zaklął okropnie, ale nie było rady – znów jął w niej dłubać, poprawiał, łączył, rozlutowywał, przestawiał, a kiedy po raz trzeci dowiedział się, że dwa a dwa jest siedem, usiadł zrozpaczony na najniższym stopniu maszyny i siedział tak, aż nadszedł na to Klapaucjusz. Spytał Trurla, co mu się stało, że wygląda, jakby właśnie wrócił z pogrzebu, a ten wyjawił mu swój kłopot. Klapaucjusz sam parę razy wchodził do wnętrza maszyny, próbował poprawić to i owo, pytał ją też, ile jest dwa a jeden, odparła, że sześć; jeden a jeden wynosiło według niej zero. Klapaucjusz podrapał się w głowę, odchrząknął i rzekł:

– Przyjacielu, nie ma co, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Sporządziłeś inną maszynę, niż chciałeś. Wszelako każde zjawisko ujemne ma też swoje strony dodatnie, ta maszyna na przykład też.

– Ciekawym, jakie – odparł Trurl i kopnął fundament, na którym siedział.

– Przestań – powiedziała maszyna.

– Ot, widzisz, jest wrażliwa. Więc… co chciałem powiedzieć? Jest to, nie ulega wątpliwości, maszyna głupia, i to nie taką sobie zwykłą, przeciętną głupotą, bynajmniej! Jest to, o ile się orientuję, a jestem, jak wiesz, znakomitym specjalistą, jest to najgłupsza maszyna rozumna na całym świecie, a to już nie byle co! Zbudować ją umyślnie nie byłoby łatwe, wprost przeciwnie, sądzę, że to by się nikomu nie udało. Nie tylko głupia jest bowiem, ale i uparta jak kloc, czyli ma charakter, zresztą właściwy idiotom, bo oni zwykle są szalenie uparci.

– Po diabła mi taka maszyna?! – rzekł Trurl i kopnął ją drugi raz.

– Ostrzegam cię poważnie, przestań! – rzekła maszyna.

– Proszę, już masz poważne ostrzeżenie – skomentował oschle Klapaucjusz. – Widzisz, jest nie tylko wrażliwa i tępa, i uparta, ale także obraźliwa, a z taką ilością cech można już dopiąć niejednego, ho ho, ja ci to mówię!

– No dobrze, ale co właściwie mam z nią począć? – spytał Trurl.

– Ba, w tej chwili trudno mi odpowiedzieć. Mógłbyś na przykład zrobić wystawę, ze wstępem, z biletami, aby każdy, kto zechce, mógł obejrzeć najgłupszą maszynę rozumną na świecie; ile ona ma – osiem pięter? Proszę cię, ależ tak wielkiego idioty nikt dotąd nie widział. Ta wystawa zwróci ci nie tylko poniesione koszty, ale…

– Daj mi spokój, nie będę robił żadnej wystawy! – odparł Trurl, wstał, i że nie mógł się powstrzymać, kopnął maszynę jeszcze raz.

– Udzielam ci trzeciego poważnego ostrzeżenia – rzekła maszyna.

– Bo co? – krzyknął rozjuszony jej majestatycznością Trurl. – Jesteś… jesteś… – tu nie znalazł słów, więc kopnął ją kilka razy, wrzeszcząc: – Nadajesz się tylko do kopania, wiesz?

– Obraziłeś mnie po raz czwarty, piąty, szósty i ósmy – rzekła maszyna – dlatego więcej nie będę liczyła. Odmawiam odpowiedzi na dalsze pytania dotyczące zadań z zakresu matematyki.

– Ona odmawia! Patrzcie ją! – żołądkował się dotknięty do żywego Trurl. – Po szóstce wypada jej osiem, uważasz, Klapaucjuszu, nie siedem, lecz osiem! I ona ma czelność odmawiać TAKIEGO wykonywania zadań matematycznych. A masz! masz! masz! Może jeszcze?

Na to maszyna zadygotała, zatrzęsła się i bez jednego słowa zaczęła ze wszech sił wydobywać się z fundamentów. Były głębokie, więc pogięły się liczne dźwigary, lecz w końcu wylazła z dołu, w którym zostały tylko pokruszone kloce betonowe z wystającymi prętami zbrojeń, i ruszyła jak forteca krocząca na Klapaucjusza i Trurla. Ten ostatni tak osłupiał od niepojętego wydarzenia, że nie próbował nawet skryć się przed maszyną, która zmierzała najoczywiściej do tego, aby go zmiażdżyć. Dopiero przytomniejszy Klapaucjusz, porwawszy go za rękę, pociągnął przemocą i obaj odbiegli spory kawałek. Kiedy się odwrócili, maszyna, chwiejąc się jak wysoka wieża, szła powoli, przy każdym kroku zapadała się prawie po pierwsze piętro, ale uparcie, niezmordowanie wynurzała się z piasku i parła wprost na nich.

– No, tego jeszcze na świecie nie było! – rzekł Trurl, którego aż zatchnęło ze zdumienia. – Maszyna się zbuntowała! Co teraz robić?

– Czekać i obserwować – odparł roztropny Klapaucjusz. – Może się coś wyklaruje.

[…]


Informacja o książce

Stanisław Lem
„Maszyna Trurla”
z tomu „Cyberiada”
© Copyright by Barbara i Tomasz Lem, 2013
ilustracje: Daniel Mróz © Copyright by Łucja Mróz-Raynoch
projekt okładki: Anna Maria Suchodolska
© Copyright for this edition: Pro Auctore Wojciech Zemek
www.cyfrant.pl
ISBN 978-83-63471-31-6
Kraków
2013
Wszelkie prawa zastrzeżone
egzemplarz bezpłatny