„Wielkość urojona” Stanisław Lem – e-book

oceń książkę

okładka wielkość urojona
W jaki sposób można nauczyć mówić bakterie? Czy Lem przewidział schemat działania Wikipedii? Czy komputery są zdolne do wierzeń religijnych?

Książka, która wykracza poza ramy swojego czasu oraz granice tradycyjnie pojmowanej literatury.


Tom „Apokryfy” zawiera w sobie „Doskonałą próżnię” – zbiór recenzji z nieistniejących książek oraz „Wielkość urojoną” – zbiór wstępów do dzieł fikcyjnych. Lem projektuje te zmyślone teksty bądź to z parodystycznym zacięciem, bądź – traktuje swe zadanie z powagą, wraz z fikcją dzieł powołując do istnienia bynajmniej nie zmyślone idee i problemy.
„Apokryfy” są dziełem, które czytelnikowi zaleca się wpierw humorem, bo nie sposób nie śmiać się z rozlicznych parodii dwudziestowiecznej prozy awangardowej – czy to w stylu Joyce’a, czy Nathalie Sarraute. Lem wchodzi tu w skórę kompetentnego krytyka, który upaja się po trosze swymi umiejętnościami, wytrwale zatem streszcza, zaczym kroi podług różnych strukturalistycznych prawideł swoje zmyślone dzieła, a one ujawniają niezliczone wewnętrzne komplikacje – aż do granic absurdu.

Ale od parodii ciekawsze są w „Apokryfach” takie teksty, które – w zgodzie z tytułem całej książki – są niejako apokryficzną wersją nauki, nie potwierdzoną przez uniwersytety, choć czasami porywającą dla swej osobliwej śmiałości. Będzie to więc najpierw dzieło uzasadniające taki gust do nauki nieoficjalnej lub przekreślonej przez autorytety („Odys z Itaki”), potem streszczenia dzieł, które nie mogłyby się w naszym świecie ukazać jako prace naukowe, choć są pasjonującą przygodą myśli (jak „Nowa Kosmogonia”, „Non serviam”, „Das kreative Vernichtungsprinzip. The World as Holocaust”, „Der Völkermord”). Już same tytuły świadczą o tym, że Lem nie tylko dzieła wymyśla, ale autorów – jako przedstawicieli różnych narodów i narodowych stylów myślenia czy widzenia świata. „Apokryfy” są bowiem pasjonujące właśnie jako próba wyjścia poza język i styl własny, wykreowania nie tylko problemu, ale też dyskursu, w jakim ów problem się wyraża – bo człowiek tworzy nie tylko rozwiązania zagadek, których mu świat dostarcza, ale osobliwe języki, w których swe działania zapisuje. Więc jeśli nawet apokryfy owe odrzuci oficjalna kosmologia, teologia czy nauka o zbrodniach nazizmu, to jako próba opisania ich tym a nie innym stylem i zobaczenia z tego a nie innego punktu widzenia pozostaną dla czytelnika pasjonującą lekturą.

Jerzy Jarzębski


SPIS TREŚCI

  • Wielkość urojona
  • Cezary Strzybisz, „Nekrobie” (139 reprodukcji)
  • Reginald Gulliver, Eruntyka
  • Historia literatury bitycznej
  • Ekstelopedia Vestranda w 44 magnetomach
  • Vestranda Ekstelopedia Arkusz próbny

FRAGMENT

HISTORIA LITERATURY BITYCZNEJ

wstęp do drugiego wydania

Trzy lata, jakie upłynęły od ukazania się pierwszej edycji, przyniosły wiele nowych publikacji bitycznych. Kolegium redakcyjne naszej monografii zdecydowało się jednak zachować jej kształt pierwotny, przy uwzględnieniu oddzielnej innowacji, o której mowa niżej. Tak więc cztery podstawowe tomy „Historii literatury bitycznej” nie uległy zmianom w swym składzie zasadniczym i w nadanym całości – podziale treściowym; uzupełnieniu uległa natomiast bibliografia, a też usunięto (nieliczne zresztą) błędy i uzupełniono upustki wydania pierwszego.

Zespół nasz uznał za wskazane wyodrębnić w osobny tom piąty, o suplementowym charakterze, piśmiennictwo z zakresu szeroko pojmowanej metafizyki i religioznawstwa, które łącznie nazywa się literaturą teobityczną. W wydaniu poprzednim dość było skąpych wyciągów i wzmianek o tym kierunku umieszczonych w Appendixie tomu czwartego. Przybór owego piśmiennictwa skłonił nas do udzielenia mu osobnej pozycji – a ponieważ Przedmowa do I wydania o nim milczy, korzystamy z okazji, aby zaprezentować zwięźle zawartość dodatkowego piątego tomu, a tym samym – wskazać czytelnikowi węzłowe w teobitystyce zagadnienia.

1. TEOLOGIA INFORMATYCZNA. Grupa komputerowa z Brookhaven podjęła na schyłku ubiegłej dekady formalną analizę wszystkich dostępnych, a przez Kościół katolicki uznawanych pism mistyków, w ramach projektu „Mistyka jako kanał łączności”. Założeniem badań były tezy podawane przez ów Kościół do wierzenia, iż w pewnych szczególnych stanach mistycy mogą się komunikować z Bogiem. Teksty ich autorstwa, notujące takie doświadczenia wewnętrzne, poddano bilansowaniu na informacyjną zawartość. Analiza nie dotykała kwestii transcendentalności Boga ani jego charakterystyki immanentnej (jako osoby bądź nieosoby np.), ponieważ pomijała w całości sensy mistycznych pism, czyli ich zawartość semantyczną. Nie mogła tym samym kwestionować jakości wszelkich rewelacji objawionych w mistycznych kontaktach, albowiem rachubą objęto wyłącznie ilościową stronę informacji zdobytej przez mistyków. Taka fizykalna rachuba pozwala z matematyczną dokładnością wyznaczyć ilościowy zysk informacyjny z całkowitym wyłączeniem jego treści. Przesłanką projektu był pewnik teorii informacji, że z nawiązania łączności ze źródłem realnym, to jest z utworzenia przesyłowego kanału, musi wynikać wzrost ilości informacji po stronie odbiorców.

Z rozmaitych definicji Boga pochodzi dogmat o jego nieskończoności, który informacyjnie oznacza różnorodność nieskończenie wielką. (Co można łatwo udowodnić formalnie – gdyż wszechwiedza, przypisywana Bogu, różnorodność taką, mocy kontinuum, implikuje analitycznie). Otóż człowiek kontaktujący się z Bogiem nie może posiąść informacji aż nieskończonej, bo sam jest skończony; powinien jednak wykazać choć niewielki przyrost informacyjny, granicznie wyznaczony chłonnością jego umysłu. Jednakowoż w bilansie liczbowym okazały się pisma mistyków znacznie uboższe od wypowiedzi takich ludzi, którzy kontaktują się z realnymi źródłami informacji (na przykład – uczonych przeprowadzających doświadczenia przyrodnicze).

Ilość informacji w pismach mistyków równa się dokładnie ilości informacji w wypowiedziach (pismach) takich ludzi, którzy skazani są jako na generatory różnorodności – wyłącznie na samych siebie. Wniosek wyprowadzony z projektu brzmi: „postulowany przez Kościoły kontakt człowieka-mistyka z Bogiem nie zachodzi jako proces, w którym człowiek zyskuje ponadzerową informację”. Może to oznaczać albo że postulowany przez Kościoły kanał łączności jest fikcją, albo że kanał wprawdzie powstaje, lecz Nadawca zachowuje trwałe milczenie. I tylko już pozafizykalne racje mogą skłaniać do wyboru wewnątrz alternatywy „Silentium Domini” – „Non esse Domini”. Pracę tę wraz z nową kontrargumentacją teologiczną zamieszczamy w pierwszej części tomu suplementowego.

2. TEOLOGIA MATEMATYCZNA. Najosobliwszym płodem tej teobitystyki jest model Boga sinusoidalny i tym samym oscylacyjny. Bóg zostaje aksjomatycznie ustanowiony jako proces naprzemienny, a nie jako stan niezmienny; oscyluje on z transcendentną częstotliwością pomiędzy przeciwstawnymi w znakach nieskończonościami – Dobra i Zła. Dla każdego interwału czasowego (w sensie fizycznym) obie te nieskończoności realizują się pospólnie, jakkolwiek nie jednocześnie. Dobro i Zło Boga przechodzą bowiem w siebie naprzemiennie, przez co obrazem procesu jest właśnie sinusoida.

Ze względu na to, że propagacja obu nieskończoności, mając źródła niedoczesne, uczestniczy w porządku bytowym docześnie, można wykazać, że dopuszczalne, czyli możliwe jest powstawanie lokalnych osobliwości jako wycinków czasoprzestrzeni, w których równowaga Dobra i Zła nie ulega zachowaniu. Tym samym powstają w takich punktach osobliwych fluktuacje jako niedobory. A ponieważ procesualna krzywa musi przy każdej kolejnej zmianie znaków przejść przez zero, w Uniwersum, które trwałoby samo przez czas nieskończenie długi, istnieją nie dwie, lecz trzy nieskończoności: „Dobra, Zera i Zła” – co, przełożone na konwencjonalny język teodyktyczny, oznacza współistnienie, dla owego Uniwersum, Boga, jego doskonałego braku oraz jego całkowitego odwrócenia – w Szatanie. Praca ta, zaliczana już to do teologicznych, już to do teoklastycznych, powstała na drodze spekulacji formalnej z przyciągnięciem aparatu matematycznego teorii mnogości oraz fizycznej teorii Wszechświata. Autorem jej jest ONTARES II. W części ścisłej żadnymi terminami, wziętymi z tradycyjnej teologii („Bóg”, „Szatan”, „Nicość metafizyczna”), nie operuje. Umieściliśmy ją w III rozdziale suplementu.

Inną godną uwagi pracą teobityczną jest studium agregatów, zwanych pospolicie „zimnymi” (gdyż pracują na kriotronach), proponujące jako Boga – komputer nieskończony lub nieskończony program. Oba te ujęcia prowadzą co prawda do nierozwikłanych antynomii. Jak jednak w posłowiu do pracy zauważył jeden z jej autorów, METAX, każda religia ludzka, gdy formalizowana, ujawnia znacznie większą ilość sprzeczności analogicznego typu – więc, gdyby „najlepsza religia” znaczyło tyle, co „najmniej sprzeczna religia”, to komputer jest doskonalszym obrazem bożym niż człowiek.

3. TEOLOGIA FIZYKALISTYCZNA. Prac METAXA nie zaliczamy do teobitycznego fizykalizmu, ponieważ operują one nazwami „Komputer” czy „Program” w sensie formalnym (matematycznym), a nie fizycznym (jak wiadomo, każdy komputer – tak jak każdy automat – posiada idealny równoważnik matematyczny). Natomiast rozumiana fizykalnie teobityka zajmuje się uwikłaniem Sprawcy lub Stwórcy bytu w materię. Takich prac namnożyło się wiele, toteż wymienimy tu w trybie zapowiedzi jedynie dzieła najoryginalniejsze. Autor pierwszego, UNITARS, rozważa Kosmos jako „granulat”, który się na przemian „komputeryzuje” i „dekomputeryzuje”; jego dwa stany diametralne to Metakomputer i Metagalaktyka. W fazie „umentalnienia” podstawą oddziaływań jest informatyka; fizyka na jej usługach to sprawia, czego się „komputerowa całość” Uniwersum domaga; lecz substrat tego „kosmicznego myślenia” przybiera wreszcie postać eksplozywną, albowiem materialne podłoże myśli konfiguracjami swymi staje się w narastającym stopniu niestabilne, aż TO, CZYM metakomputer myślał, wybucha, i nadobłokiem rozprężających się szczątków ognistych zostaje Metagalaktyka; obecność w głębinach fazy „bezdusznej” istot rozumnych wyjaśnia się niejako mimochodem, bo to są relikty, „szczątki”, „odpadki” fazy poprzedniej. „Pomyślawszy to, czego nośnik myślowy jest ylemem, Całość ulega rozszarpaniu w ucieczkę mgławic; powracając i komprymując się, tworzą one granulat odradzającego się Metakomputera z powrotem – i pulsacja «Duch»-«Bezduch» materii organizującej się w myślenie i myślenia, rozpadającego się w materię, może trwać nieograniczenie długo”. Inne warianty tej „Noopulsacyjnej” teorii znajdzie Czytelnik w VI rozdziale suplementu.

Prawdopodobnie do bitycznej humorystyki należy koncepcja, podług której Wszechświat wygląda tak, jak wygląda, ponieważ we wszystkich galaktykach działający astroinżynierowie usiłują „przeczekać ten Kosmos”, a to dzięki rozpędzaniu mas czy wehikułów jakichś do świetlnej szybkości, bo ciało o tej szybkości może w czasie, który w nim samym równa się ledwie miesiącom ziemskim, „przeczekać” miliardolecia (zgodnie z efektem relatywistycznym): więc olbrzymie, kwazarowe, pulsarowe, nebularne erupcje to astroinżynieria, usiłująca „wyskoczyć” z danej fazy uniwersum w następną, czyli to są roboty „lokomocyjno-temporalne”, z intencją „transcendowania” aktualnego Kosmosu, gdyż widocznie faza następna bardziej ma być godna kolonizacji. Przeglądem takich działań zamyka się nowy, piąty tom „Historii literatury bitycznej”.